W gruncie rzeczy na mało czym się znam, więc tylko patrzę dookoła. Patrzę i staram się widzieć. Co widzę nawlekać na cieniutkie zdań niteczki, zamykać w słów paciorki. I chciałaby patrzeć jeszcze szerzej i chciałabym widzieć ciągle głębiej i słyszeć chciałabym słuchem pełniejszym od dźwięku a nawet od milczenia i słów znać więcej jednoznacznych i z nich wyplatać wielobarwne obrazy... Ale wszystkiego nie napiszesz, o wszystkim można tylko marzyć - jak przeczytałam już kiedyś w jednej książce.
Blog > Komentarze do wpisu

No, ja z Czeczenii ale stąd.

 Pójdziecie do końca wsi, potem na lewo będzie rzeka Alazani i żelazny most. Przejdziecie przez most, podejdziecie pod górę i zosbaczycie drogę w las, tam już możecie spacerować do woli – bez zbędnego zaangażowania, spokojnym, jednostajnym głosem Dawid objaśniał nam topografię okolicy. Sprawiał wrażenie człowieka, którego mało co jest w stanie zaskoczyć i którego myśli nie sposób przeniknąć.

 – No, tylko nie zostawajcie w lesie na noc przypadkiem, tam jest teraz masa wilków – na chwilę zamilkł, uśmiechnął się nieznacznie i zaczął mówić dalej – My w Czeczenii bardzo sznujemy wilki. Wiesz dlaczego? U nich jest taka natura, że wilk się nigdy nie cofa. I my tak samo. Taki po prostu charakter narodu. Na czeczeńskiej fladze też mamy wilka jeśli widziałaś – nie widziałam, albo nie pamiętam, że widziałam. Czeczenia stanowiła dla mnie wciąż krainę odległą i prawie obcą, choć jeszcze nigdy wcześniej nie była tak blisko jak teraz 

– Stąd do Czeczenii nie jest daleko. Tylko, że trzeba się przez góry przeprawić. Wcześniej ludzie tam częściej jeździli. Konno to było ze dwa dni. Ale odkąd na granicy stoją rosyjscy żołnierze już się nie da tak po prostu przejechać, bez dokumentów, bez wizy. 

A żołnierze na gruzińsko-czeczeńskiej, czyli gruzińsko-rosyjskiej granicy pojawili się po ostatniej wojnie, prawie trzy lata temu. Ta wojna, która ukróciła konne przejazdy z jednej strony gór wysokiego Kaukazu na stronę drugą, zatrzymałą też w Gruzji Dawida. Wcześniej już  cztery lata mieszkał w Tomsku, razem z ojcem, gromadą krewnych i znajomych. Tam życie wyglądało inaczej, miał pracę, trenował judo. Potem przyjechał na chwilę do rodzinnej wioski i jak to zwięźle określił akurat w tym czasie coś tam nie poszło między Putinem, a Saakaszwilim i przesz to, podobnie jak wielu innych, nie dostał pozwolenia na ponowny wyjazd. Powrót na gruzińską prowincje nie oznaczał jedynie zmiany miejsca zamieszkania, to był powrót do pewnego stylu życia, mentalnego zamkniętego koła. Powrót do czekania. Czekania przede wszystkim, bo czekanie jest swego rodzaju stałym elementem bycia na Kaukazie. Czeka się na jakąś pracę, na czyjś przyjazd lub wyjazd, aż minie zima i drogi będą znów przejezdne, żeby przezszło w końcu upalne, nie dające ani chwili wytchnienia, lato, na wodę, na prąd... Na radykalne zmiany raczej się nie czeka, bo i niby co mogło by się zmienić? Dawid z każdym dniem wyglądał aż otworzą granicę, by móc udać się z powrotem do Rosji. Tej jednak nie otwierali więc jakby w międzyczasie i z braku lepszego pomysłu ożenił się. Jego matka i mołodziutka żona czekają na dziecko, on sam dalej wolałby wyjechać.

– No można, można do Czeczenii pojechać. Jak masz zaproszenie. Pół mojej rodziny tam mieszka więc z tym nie ma problemu. Tyle, że zostać nie można. No bo, ja jestem z Czeczenii ale stąd. 

Stąd to znaczy z Pankisi. Rozciągający się nad Alazani wąwóz to jedyne takie miejsce w Gruzji, kilka wiosek utopionych pośród ninepozornych pagórków po obu stronach rzeki oddychających w rytmie śpiewu mezuinów.

 Ja się tutaj urodziłem. Rodzice też. Ludzie osiedlali się od dawna. To się zaczęło, nie wiem, dwieście, trzysta lat temu. Byli tacy, co uciekali przed więzieniem, ale większość po prostu przyjeżdzała. W Czeczeni zawsze coś się działo, zawsześmy wojowali z Rosją. Tu było spokojniej, bezpieczniej.

Ten specyficzny rodzaj spokoju też jest w pewnym sensie dla  Kaukazu  typowy. Statyczne obrazy: wioski w dolinach, gdzie szybko kończy sie asfalt i równie szybko zapada zmierzch. Mężczyźni wystający od południa do wieczora na ulicach, przed sklepem, pod meczetem. Kobiety niestrudzenie drepczące po obejściach. Dzieciaki biegające tam i z powrotem, ze wszystkich niezmiernie ważynych powodów... I tylko czasem pojawią się goście z Groznego. Z tej okazji jedzie się w góry zarżnąć barana, siedzi jeszcze dużej w noc. Innym razem, z niepojętych przyczyn, przybłąkają się jacyś turyści, można by ich wysłać do domu gościnnego, ale w sumie czemu nie zaprosić do siebie?

– Zostańcie u mnie, wieczorem jeszcze porozmawiamy o Czeczenii, o Polsce...



środa, 18 maja 2011, rywka18
Tagi: gruzja ludzie

Komentarze
2011/08/02 21:52:22
Witam, proponuję publikację tekstów w serwisie Polityka Wschodnia (www.politykawschodnia.pl). Oferuję dostęp do kilku think-tanków, portali internetowych, darmowych książek do recenzji. Mój mail: piotrek.maciazek@gmail.com